Warsztaty Batiku w Japonii

Japonia…

…dla mnie kraj marzeń – to nie tylko miejsce o innej kulturze, architekturze, odmiennych zwyczajach innych ludzi – to kraj pięknych tkanin, niezwykle kolorowych, zdobionych, misternie farbowanych techniką Shibori czy Batiku.

Wiedziałam, że jadąc na drugi koniec świata muszę znaleźć miejsce dla siebie, takie miejsce gdzie znajdę kogoś kto pokaże mi coś nowego w technice Batiku, nauczy, pokieruje. Znalazłam Mistrza. Pana Yamamoto.


Na ścianach wiszą kawałki tkanin już pomalowane, inne schną, jeszcze inne się farbują. Wosk się topi. Niezwykle wyglądają też wałki do wosku, pędzle.


Przygotowania do warsztatów. Wybór wzoru i wielkości. Pracowałam na niewielkim stoliczku gdzie tkanina leży swobodnie na podłożu – czyli zupełnie inaczej niż u mnie, gdzie pracuję na tkaninach przypiętych na ramach. Tutaj pracowałam też według wzoru chcąc poznać grafikę japońską.


Pierwsze pociągnięcia pędzlem. Nie uwierzycie, ale trzęsły mi się ręce! 🙂

Pędzle wykonane z bambusa były bardzo lekkie i przyjemnie trzymało się je w rękach.

Pod tkaniną miałam podłożony wzór i według wskazówek  powinnam malować po linii, ale jak to ja chciałam coś pozmieniać – wtedy przychodziła starsza Pani sprawdzić jak mi idzie i widząc, że coś wymyślam krzyczała: no no no!!! i pokazywała, że mam się trzymać wzoru! 🙂

…ot japońska precyzja i zasada trzymania się zasad! 🙂



Starsza Pani uważnie sprawdza czy już na pewno nic głupiego nie wymyślę:-)

Ostatnie wskazówki i poprawki.



Ponieważ tkanina była dość gruba trzeba było malować kilka razy woskiem aby dokładnie pokryć miejsca, które miały zostać białe. Można w ten sposób wybierać cieniowanie tkaniny  – tam gdzie wosk jest nałożony tylko raz linia będzie niebieska, tam gdzie dwa razy będzie jaśniejsza, pomalowana trzykrotnie pozostanie biała.


Po malowaniu tkaniny nadszedł czas na farbowanie w indygo.

Indygo jest to naturalny barwnik pozyskiwany z rośliny o tej samej nazwie. Przygotowanie barwnika polega na rozpuszczeniu wyciągu z indygo z dodatkiem kilku innych substancji, wymieszaniu aż do uzyskania płynu o tak intensywnym kolorze, że aż wydaje się czarny. Na powierzchni tworzy się coś w rodzaju kożucha.

Indygo jest niesamowitym barwnikiem, ponieważ barwi poprzez utlenianie – tzn. kiedy zanurzamy tkaninę ma ona kolor jasnozielony – dopiero po wyjęciu na powierzchnię barwnik wchodzi w reakcje z tlenem i staje się niebieski. Ten proces trzeba powtórzyć wielokrotnie aż do uzyskania koloru pięknego granatu.

Uwierzcie mi, wygląda to trochę jak odprawianie czarów nad kadzią 🙂




Strój do pracy… poczułam się jak u siebie w pracowni!

Gumowy fartuch, zarękawki, gumowce –  sam urok i wdzięk 🙂


Przygotowanie samej tkaniny zajmuje dobrą chwilę. Moczenie w wodzie z różnymi dodatkami, wykręcanie, suszenie, ponowne zamaczanie i w końcu samo farbowanie.

Tutaj wanna z barwnikiem była ogromna i bardzo wygodnie było zanurzać tkaninę. Bardzo przydatny był do tego celu patyk bambusowy 🙂


Roztwór indygo intensywnie pachnie – nie umiem powiedzieć czy ładnie czy nie, po prostu charakterystycznie.

Sam proces zanurzania powtarzałam kilka razy. Ważne jest aby za każdym razem wyjąć tkaninę na powierzchnię aby barwnik mógł się utlenić.


Uważnie oglądałam czy na pewno cała tkanina się równo farbuje, a tymczasem pan Yamamoto grzał wodę do wywabiania wosku z tkaniny.



Parujące kotły, wiatrak, który nie chłodzi tylko przepycha gorące powietrze pachnące indygo, wiadra z wodą, gumowe fartuchy… czy to normalne uwielbiać taki klimat?



Po całym tym bałaganie – praniu, moczeniu, wykręcaniu, suszeniu, barwieniu i znowu płukaniu, wirowaniu, gotowaniu i znowu płukaniu i suszeniu trzeba w końcu posprzątać.


Mnie pozostało już tylko wyprasowanie pod czujnym okiem strażnika 🙂


Zaraz obok stały maszyny do nakładania wosku za pomocą wałków. Wyglądały niesamowicie. Bardzo chętnie zaadaptowałabym je do naszych warunków, obawiam się tylko, że odnowienie takiej maszyny nie jest proste. Yamamoto niestety już z nich nie korzysta. A szkoda.


Tadaam!!!

Dzieło gotowe.


Dziękuję za spotkanie, warsztaty, cierpliwość i otwartość, za to, że mogłam o wszystko zapytać i wszystko podejrzeć.

Kioto, Japonia, lipiec 2018